Frodo bardzo szybko doszedł do siebie, nie bez drobnej pomocy Linos i parę dni później był już gotowy do wzięcia udziału w naradzie. Przez te parę dni między uczennicą czarodzieja a hobbitami nawiązała się całkiem mocna nić sympatii. Niziołkowie od razu skradli jej serce, zresztą ze wzajemnością.
W dniu narady Linos wciąż odczuwała pewien niepokój. Wszyscy czuli się nieswojo, jednak to charakterystyczne jakby swędzenie skóry nie dawało jej spokoju. Nie pierwszy raz to czuła i to uczucie zawsze zwiastowało mniejsze, bądź większe kłopoty.
- Gotowy? - Spojrzała na hobbita, który nieco nerwowo wygładzał kubrak. Zadziwiła ją łatwość, z jaką w Rivindell znaleziono ubrania na hobbicią miarę.
- Bardziej nie będę, Linos - westchnął. - A ty? Jesteś gotowa?
- Ja jestem jedynie obserwatorem - odparła, lekko kręcąc głową. - Chodźmy, Gandalf nas już szuka - dodała, czując lekkie drgnięcie amuletu zawieszonego na szyi.
Towarzyszył jej od najwcześniejszych lat. Według słów Gandalfa był zaplatany w koce, którymi była owinięta, gdy ją znaleziono. Był to tylko kawałek czarnego drewna, wysadzany kryształami górskimi, właściwie nie miał żadnej magicznej mocy, pomagał jednak Linos skupić myśli, działał więc niczym swego rodzaju katalizator dla rzucanych przez nią czarów.
Choć Gandalf nigdy nie powiedział wprost, że jest całkowicie niemagiczny.
- Odpowiedź zależy tylko i wyłącznie od ciebie, Linos - zbywał tajemniczo jej pytania o niego, aż dziewczyna w końcu się poddała. Musiała zadowolić się tą wiedzą, którą posiadała.
Czarodziej czekał na nich na dziedzińcu. Uśmiechnął się na ich widok, położył łagodnie dłoń na ramieniu Froda i przeniósł wzrok na swoją uczennicę.
- Gdzie reszta?
- Zostali w swoich komnatach, tak, jak prosiłeś - odparła zgodnie z prawdą. Pozostali hobbicie nie zostali zaproszeni na naradę. - Czy wszystko w porządku, Gandalfie? - zatroskała się, dostrzegając nieprzeniknione spojrzenie czarodzieja.
- Nic nie jest w porządku, moja droga, ale postaramy się temu jakoś zaradzić. Słuchaj, obserwuj i wyciągaj wnioski - polecił jej, jednocześnie wskazując im drogę i ruszyli powoli kamienną ścieżką. - Postaraj się nie rzucać za bardzo w oczy, dobrze?
- To chyba nie będzie takie proste, Gandalfie - zauważył bystro Frodo. - Linos z zasady rzuca się w oczy. Nie zauważyłem tutaj zbyt wielu niewiast - dodał ciszej.
- Na to niestety nie możemy nic poradzić, zresztą nie to jest problemem. Nie mówiłem o tobie zbyt wielu osobom nie bez powodu, moja droga - zwrócił się do dziewczyny, przystając tuż przed wejściem na taras, na którym miała się odbyć narada. - Nie chcę, byś wzbudziła zainteresowanie nieodpowiednich osób. Z wielu powodów...
Linos nie dopytywała. Dobrze wiedziała, że nie może liczyć na więcej wyjaśnień. Kiedyś bardzo ją denerwowały te wszystkie niedomówienia, teraz jednak była już przyzwyczajona do tego stanu rzeczy. W pewnym sensie nawet zaczęła je doceniać. Płynąca z nich nauka była bez wątpienia bardzo satysfakcjonująca.
- Trzymaj się blisko mnie i wszystko obserwuj. Będę później potrzebował twojego chłodnego osądu, Linos - dodał jeszcze cicho Gandalf, nim kładąc dłoń na ramieniu hobbita, wprowadził ich na taras.
***
Linos zaplotła mocno palce dłoni, składając je na kolanach. Czuła się bardzo nie na miejscu. Krzesła ustawiono w niedomknięte koło, a w jego otwartej części zasiadł Elrond wraz z dwoma doradcami. Dziewczynę posadzono na samym brzegu, po lewej ręce Pana Rivendell. Tuż obok niej siedział Frodo, który nawet nie sięgał stopami do ziemi, siedząc na wysokim krześle, następnie Gandalf i kilkoro nieznanych jej elfów. Następnie, nieomal na wprost Elronda dostrzegła Eruthiela wraz z Randilem, który skinął lekko głową w jej stronę. Żałowała, że nie zdążyła zamienić z nim jeszcze paru słów przed zebraniem się pozostałych posłańców.
Na drugim końcu okręgu zasiadła skromna, ale rzucająca się w oczy delegacja krasnoludów, oddzielona od elfów z Północnego Królestwa kilkorgiem ludzi, wśród których Linos rozpoznała jedynie Aragorna oraz wysłannika z Gondoru.
- Zacznijmy - przemówił Elrond we Wspólnej Mowie. - Witam was wszystkich serdecznie w tym niepewnym dla nas czasie. Witam was, moich braci. - Skinął głową w kierunku elfów siedzących na wprost niego. - Witam i was, krasnoludów, naszych przyjaciół, oby dawne niesnaski nie położyły się cieniem na naszej obecnej współpracy - dodał, uzyskując coś w rodzaju pomruku aprobaty ze strony brodaczy. - Witam także was, przedstawicieli rasy ludzi, Aragornie i Boromirze. Witam także i ciebie, Mithrandirze oraz ciebie, Frodo, dzielny hobbcie.
Linos zacisnęła usta. Nie spodziewała się, że zostanie wymieniona, jednak to i tak było poniekąd przykre. Uważnie obserwowała twarze przybyłych. Czuć było napięcie, którego źródło było bezsprzeczne - był nim Pierścień spoczywający na piersi Froda.
Hobbit i Gandalf zdążyli wtajemniczyć Linos w przedsięwzięcie, którego nieco nieświadomie stała się częścią. Elementy układanki powoli trafiały na swoje miejsca, dziewczyna tym bardziej nadstawiła ucha, by nie uronić ani słowa.
- Zebraliśmy się tutaj dzisiaj, by uchronić świat przed Mrokiem - kontynuował Elrond. Spojrzenie Linos prześlizgnęło się po zebranych i zatrzymało na jasnowłosym elfie. Niemal nie odczuła zdziwienia, zauważając, że i on się jej przygląda.
Odwróciła wzrok.
- Miałem sen - odezwał się nagle mężczyzna siedzący obok Aragorna, którego Elrond nazwał Boromirem. Zgodnie z wiedzą Linos był synem namiestnika Gondoru. - W tym śnie widziałem, jak mrok ze wschodu ogarnia cały świat. Jedynie na zachodzie jaśniało białe światło. Usłyszałem także głos mówiący o połamanym mieczu oraz zgubie Isildura, której oprzeć może się jedynie niziołek.
Linos zerknęła z ukosa na Froda, który miał mocno niepewną minę. Gandalf zachował kamienną twarz, jednak dziewczyna nie mogła nie dostrzec, jak elf, który na samym początku zwrócił jej uwagę, zmrużył nieznacznie oczy. Poza tym nikt z zebranych nie dał po sobie znać, że połączył słowa mężczyzny z obecnością Froda na naradzie.
Nie ma tu nikogo, kto byłby tu bez powodu, pomyślała Linos.
- Być może znajdziesz tutaj odpowiedź na pytania, z którymi tutaj przybyłeś, Boromirze - odparł Elrond. - Wszyscy chyba znacie losy Isildura, jednak jako naoczny świadek tych wydarzeń pozwolę sobie przytoczyć tę historię ponownie.
Linos westchnęła po cichu. Nie dlatego, że znała tę opowieść doskonale, lecz dlatego, że uświadomiła sobie po raz kolejny bardzo boleśnie, jak potężnymi i starożytnymi istotami są elfowie. Elrond opowiadał o wydarzeniach sprzed trzech tysięcy lat jakby zdarzyły się ledwie przed miesiącem. Słowa wypowiedziane przez Randila przed laty nigdy nie wydawały jej się prawdziwsze - dzieliła ich przepaść, którą nie sposób było pokonać.
Bo była tylko człowiekiem. Uczennicą czarodzieja, ale nadal człowiekiem.
- Isiludr miał zniszczyć Pierścień w ogniu Góry Przeznaczenia. Jednak jego człowiecza słaba natura nie pozwoliła mu oprzeć się mocy Pierścienia i zatrzymał go przy sobie. Nie nacieszył się nim długo - padł od zdradzieckiej strzały orków, a Pierścień przepadł w odmętach rzeki.
- ...dopóki nie trafił w ręce pewnego hobbita, którego jego moc doprowadziła do szaleństwa - wtrącił Gandalf, a Linos zmarszczyła brwi. Tej części historii nie słyszała. - Dziś wielu z nas znany jest jako stwór o imieniu Gollum. Ostatnie lata Pierścień jednak był ukryty bezpiecznie w Shire. - Czarodziej zerknął z ukosa na Froda.
- Mrok zbiera się na wschodzie, proroctwo z twego snu jest prawdziwe, Boromirze - potwierdził Elrond. - On już wie, gdzie szukać Pierścienia, już wysłał swoje sługi na poszukiwania.
- Na polecenie Gandalfa złapałem Golluma i przetransportowałem w bezpieczne miejsce, jednak się spóźniłem - wyznał Aragorn. - Już wcześniej wpadł w łapy orków, stąd wiedzieli gdzie szukać Froda i Pierścienia.
- I my zawiedliśmy. - Tym razem powstał jasnowłosy elf i opuścił ze skruchą głowę. - Stwór, którego przyprowadziłeś do Leśnego Królestwa, Aragornie, zbiegł kilka tygodni temu. Nie doceniliśmy siły z jaką przyciąga go do siebie Pierścień.
- Pierścień to potężny artefakt, Legolasie - zgodził się Elrond. - Myślę, że czas byśmy wszyscy dowiedzieli się, z czym przyjdzie nam się mierzyć. Frodo - zwrócił się do hobbita - przynieś Pierścień.
Linos przysłuchiwała się tej wymianie zdań z uwagą. Miała teraz przynajmniej niejakie pojęcie o tym, gdzie podziewał się Gandalf przez ostatnie miesiące. Nie wspominając o tym, że ta historia miała swój początek dziesiątki, a nawet tysiące lat temu.
Równie dobrze mogłabym być mrówką przemykającą się pod naszymi stopami, moja obecność tutaj wnosi dokładnie tyle samo, westchnęła w duchu dziewczyna.
Frodo podszedł do postumentu znajdującego się w centralnej części zgromadzenia i z lekkim wahaniem położył na nim niewielki złoty pierścień. Nie wyglądał groźnie. Owszem - Linos wyraźnie wyczuwała bijącą od niego ogromną, starożytną i zdecydowanie niepokojącą moc, ale na pierwszy rzut oka nie różnił się niczym od zwykłej błyskotki.
- Nie rozumiem - odezwał się nieco pogardliwie jeden z krasnoludów. - Co jest nie tak z tym przeklętym pierścieniem, że wszyscy tak trzęsą portkami na jego widok?
- Ten Pierścień jest ściśle związany ze swoim panem. Po jego upadku trzy tysiące lat temu wchłonął całą jego moc - odezwała się Linos, nim zdążyła się ugryźć w język. Zupełnie zapomniała o obietnicy złożonej Gandalfowi. - Można więc powiedzieć, że patrzymy teraz na to, co pozostało po Sauronie. Jego moc jest wystarczająco wielka, by podporządkować sobie serca i umysły nawet najsilniejszych mężów. A w nieodpowiednich rękach Pierścień może stać się przyczyną powrotu tego, kto go wykuł - zakończyła cichym głosem. Dopiero wypowiedzenie na głos tych słów uświadomiło jej, jak istotne jest to, co zastanie uradzone podczas tego spotkania. Uświadomiło jej, że właśnie ważą się losy świata, który zna i rozumie.
Jedynego świata, jaki zna.
- Twoja uczennica odrobiła lekcję historii, Gandalfie. - Elrond uśmiechnął się pobłażliwie w jej kierunku, a czarodziej mruknął coś niewyraźnie. - Nie rozwiąże to jednak naszych problemów. Jedynym sposobem, by zapobiec spełnieniu się proroctwa, o którym śnił Boromir, jest zniszczenie Pierścienia. Nie ma innej rady.
- Więc na co czekamy? - prychnął młodszy z rudobrodych krasnoludów. - Zróbmy to! - Zerwał się z miejsca sięgając po swój topór.
Linos otworzyła usta, ale było już za późno. Krasnolud zamachnął się i uderzył swoim toporem w środek postumentu na którym leżał Pierścień. Huk był ogromny. Gdy opadł kurz, oczom zebranych ukazał się oszołomiony, leżący wśród szczątków postumentu krasnolud i nietknięty złocisty pierścień leżący wśród odłamków jego ostrza.
- Gimli, synu Gloina. Pierścienia nie da się zniszczyć w żaden dostępny dla śmiertelnych istot sposób - pouczył go pobłażliwie Elrond. - Jedyny Pierścień podda się tylko jednej mocy. Mocy ognia, w którym go wykuto. W ogniu Góry Przeznaczenia.
- Lecz... czy aby na pewno musimy go niszczyć?
Linos przeniosła wzrok na Boromira, który podniósł Pierścień, podczas gdy pobratymcy Gimliego pomagali mu doprowadzić się do porządku. Mężczyzna uniósł go na wysokość oczu, jego blask odbijał się w jego oczach.
- Boromirze, ten Pierścień może przynieść nam tylko zgubę - ostrzegł go Aragorn. - Oddaj go Frodowi.
- Mógłby być bronią przeciwko Sauronowi.
- Pierścień ma tylko jednego pana i nie obróci się przeciwko niemu - zaprotestował Aragorn.
- Co może wiedzieć o Pierścieniu zwykły Strażnik? - zakpił Boromir, mocniej ściskając Pierścień w dłoni. Linos zacisnęła pięści, uważnie śledząc tę wymianę zdań.
- Więcej, niż może ci się wydawać. - Do dyskusji dołączył się jasnowłosy elf. - To Aragorn, syn Arathorna, dziedzic Isiludura, któremu jesteś winien posłuszeństwo!
- Legolasie - poprosił cicho Aragorn. - Nie czas teraz na to.
- Użyjmy Pierścienia! - perorował dalej Boromir. - Nie trafił przecież w nasze ręce bez powodu!
- Pierścień trafił w ręce hobbita, niczyje inne, Boromirze - zauważyła spokojnie Linos, podnosząc się ze swojego miejsca i podchodząc bliżej. - Jak chcesz przejąć władzę nad przedmiotem, który już ma władzę nad tobą? - spytała, wyciągając do niego dłoń. - Oddaj go, Boromirze, zniszczenie go naprawdę jest jedyną radą.
- Kim jesteś, by mi rozkazywać?! - oburzył się mężczyzna.
- Najwyraźniej kimś, kto ma od ciebie więcej pomyślunku! - zawołał ktoś.
- Jak chcecie go zniszczyć, skoro nikt nie umie się oprzeć jego mocy? Kto weźmie na siebie tę odpowiedzialność?
- Na pewno nie ty!
- O nie, nie zostawię go w rękach elfów!
- Może...
Kłótnia rozgorzała na dobre, a Linos znalazła się w samym jej centrum. Włączyli się do niej wszyscy łącznie z Gandalfem, jedynie Frodo pozostał na swoim miejscu. Dziewczyna cofnęła się o krok, chcąc uniknąć zamieszania. Nie zapowiadało się na rychłe porozumienie. Frodo podniósł się i stanął obok niej.
- Ja pójdę! - zawołał, nikt jednak poza Linos go nie usłyszał. - Ja pójdę! - zawołał głośniej.
Nikt z zebranych nawet nie odwrócił głowy, wszyscy byli zbyt zajęcie wykrzykiwaniem argumentów i kontrargumentów. Pierścień wciąż błyszczał w palcach Boromira.
- Daro!* - zawołała Linos, w mgnieniu oka wypuszczając strzałę z łuku, który niespodziewanie znalazł się w jej rękach. Pocisk przemknął pomiędzy kłócącymi się, delikatnie drasnął rękę Boromira, który cofnął dłoń, wypuszczając z niej Pierścień i wbił się w drzewo po drugiej stronie tarasu nie czyniąc nikomu krzywy. - Przestańcie - powtórzyła we Wspólnej Mowie, gdy zapadła cisza.
- Ja pójdę - odezwał się Frodo po raz kolejny, gdy wszystkie spojrzenia skierowały się na nich. - Jeżeli tylko ktoś wskaże mi drogę - dodał nieco mniej pewnie.
- A ja uczynię to z największą przyjemnością, dzielny hobbicie - odpowiedział Gandalf, schyliwszy się po Pierścień i oddając go w ręce Froda. - Zrobię wszystko, by pomóc ci nieść to brzemię.
- Jeżeli przyjmiesz moją pomoc, ofiaruję ci swój miecz, Frodo. - Także Aragorn dołączył do nich.
- A ja swój łuk - podchwycił Legolas, również stając u ich boku.
- Nie uśmiecha mi się podróżować z elfem, ale i ja z chęcią pomogę. - Gimli wygładził swoją brodę i stanął bok Legolasa, rzucając mu podejrzliwe spojrzenie z ukosa.
- Skoro taka jest decyzja rady, to Gondor ją wesprze - dodał Boromir, z lekkim ociąganiem dołączając do zgromadzonych.
Linos zmarszczyła brwi, nim jednak zdążyła cokolwiek powiedzieć, zza załomu muru wyskoczyły nagle trzy niewielkie postaci.
- My też! My też! - zawołali hobbici, wpadając na taras.
- Chyba nie myślałeś Frodo, że pozwolimy ci iść samemu? - zapytał Pippin, rozglądając się dookoła.
- Wygląda na to, że udało nam się skompletować grupę dzielnych mężów, którzy podejmą się tej niebezpiecznej, ale wyjątkowo ważnej dla losów znanego nam świata misji. Od tej pory tworzycie Drużynę Pierścienia - rzekł uroczyście Elrond. - Przygotujcie się do drogi, musicie ruszać niezwłocznie.
Pozostali uczestnicy narady zaczęli się rozchodzić. Elrond podszedł do uczestników nowo powstałej Drużyny i krótko z nimi radził. Linos obserwowała to z boku, nieco rozdarta. Nie była pewna swojego dalszego losu, zastanawiała się czy przypadkiem nie popełniła jakiegoś błędu. W końcu...
- Lileeo, czarodziej może być z ciebie dumy. - Odwróciła się na dźwięk głosu Randila. - Twoje słowa były pełne wiedzy i doświadczenia. Dobrze cię wyszkolił.
- To nie tylko jego zasługa. - Uśmiechnęła się wąsko. - Och, Randilu, nie wiem, co powinnam teraz uczynić.
- Tylko ty możesz o tym zadecydować, Lileeo - odpowiedział. - Wiesz dobrze, że niezbadane są ścieżki, którymi prowadzi nas los.
- Muszę zasięgnąć porady Gandalfa - westchnęła. Miała wrażenie, że czarodziej zupełnie o niej zapomniał. - Zobaczymy się jeszcze, Randilu?
- Wyruszam jutro do domu, moja droga. - Pokręcił głową. - I mnie wyznaczono zadanie, choć nie tak heroiczne jak to, którego podjęli się nasi przyjaciele. Uważaj na siebie, Lileeo. Maer amarth*.
- Maer amarth, mellon* - odpowiedziała.
Rozejrzała się dookoła. Na tarasie pozostali jedynie Gandalf, Aragorn i Legolas, rozprawiający o czymś cicho. Podeszła do nich lekko zaintrygowana.
- Linos. - Gandalf uśmiechnął się na jej widok. - Dołącz do nas, rozmawiamy o naradzie.
- Wiele się dowiedziałam. - Skinęła głową. - Wybaczcie mi. Nikogo nie miałam zamiaru zranić - dodała nawiązując do wysłanej przez siebie strzały.
- I nikogo nie zraniłaś, pani - odezwał się elf. - A to chyba należy do ciebie. - Wyciągnął przed siebie rękę z jej strzałą.
- Hannon*, chyba będę musiała naprawić grot - odparła, odbierając z jego rąk pocisk i przyjrzała mu się uważnie. - I proszę, nie tytułuj mnie tak. Jestem po prostu Linos. Lub Lileea, gdyż tak wolą nazywać mnie elfowie - dodała.
- To piękne imię, Lileeo. - Uśmiechnął się do niej Legolas. - Elfowie rzadko obdarzają takimi imionami istoty nie pochodzące z ich rodu. Twoja twarz zdaje mi się znajoma, czyż nie spotkaliśmy się już kiedyś?
- Nie w tym życiu i nie w tym czasie. - Pokręciła głową. - Przykro mi, żałuję, że nie będzie nam dane bliżej się poznać. - Uśmiechnęła się smutno.
- I ja żałuję. Lecz wiedz, że jeśli przyjdzie nam przetrwać tę burzę, jesteś zawsze mile widziana w królestwie mojego ojca, Lileeo.
- To dla mnie ogromny zaszczyt. Gandalfie - zwróciła się do czarodzieja - czy możemy porozmawiać?
- Oczywiście. Wybaczcie nam na chwilę.
Odeszli kilka kroków, przystając pod samotnym drzewem. Linos westchnęła i spojrzała na Gandalfa.
- Nie jesteś zły - stwierdziła, obserwując uważnie jego twarz. - Choć moje zachowanie było dalekie od "nie zwracaj na siebie uwagi". Wnioskuję iż to dlatego, że gryzą cię wyrzuty sumienia. Czyż nie mam racji? - spytała łagodnie.
- Nic się przed tobą nie ukryje, moja droga. Owszem. Choć nie jestem zły głównie dlatego, że twoje zachowanie przyniosło więcej dobrego niż złego. Ale to prawda. Muszę ruszyć wraz z Frodem. - Twarz czarodzieja przesłonił jakiś cień. - To niebezpieczna misja, może potrwać latami.
- Możesz z niej nie wrócić - dodała bardzo cicho Linos to, czego Gandalf nie chciał powiedzieć na głos. - Zatem być może to nasze pożegnanie.
- Być może, moja droga. Musimy mieć jednak wiarę. To ona pomoże nam utrzymać się przy życiu w ciężkich czasach.
- Co mam robić, Gandalfie?
- Zostań tutaj, w Rivendell będziesz bezpieczna. Być może i tobie przypadnie w udziale odegranie jakiejś roli w historii tego świata. Zastąp mnie godnie, Linos. Wiem, że potrafisz.
Skinęła głową.
- Czy gdybym i ja zechciała dołączyć do Drużyny podczas narady... Sprzeciwiłbyś się? - spytała cicho.
- Nie ma już nic, czego mógłbym ci zabronić, Linos - odpowiedział Gandalf. - Zresztą i tak rzadko zdarza ci się słuchać moich poleceń, jeśli nie są zgodne z twoimi zamysłami. Prawdziwe pytanie brzmi: dlaczego milczałaś, gdy był czas na słowa?
Linos zastanowiła się nad jego słowami. Dlaczego i ona nie zgłosiła się na tę wyprawę? Nawet maleńcy hobbici ruszyli za Frodem bez wahania! A ona? Co ją powstrzymało?
- Nie potrzebujesz mnie już, moja droga Linos. Sama musisz odszukać swoją drogę.
Czarodziej odszedł zostawiając ją z tymi słowami. Odprowadziła go wzrokiem, zastanawiając się, czy jeszcze będzie im dane się spotkać.
A zatem tak wygląda początek końca znanego nam świata, westchnęła w myślach. Opuszczają nas wszyscy, którzy czynili nasz świat naszym światem, pozostawiając nas w obcej pustce.
Zacisnęła mocniej palce na strzale, którą oddał jej Legolas. Otarła się o coś ekscytującego, jednak przegapiła swoją szansę na przygodę. Przegapiła ją, zbyt zajęta poszukiwaniem samej siebie.
Linos zacisnęła usta. Nie spodziewała się, że zostanie wymieniona, jednak to i tak było poniekąd przykre. Uważnie obserwowała twarze przybyłych. Czuć było napięcie, którego źródło było bezsprzeczne - był nim Pierścień spoczywający na piersi Froda.
Hobbit i Gandalf zdążyli wtajemniczyć Linos w przedsięwzięcie, którego nieco nieświadomie stała się częścią. Elementy układanki powoli trafiały na swoje miejsca, dziewczyna tym bardziej nadstawiła ucha, by nie uronić ani słowa.
- Zebraliśmy się tutaj dzisiaj, by uchronić świat przed Mrokiem - kontynuował Elrond. Spojrzenie Linos prześlizgnęło się po zebranych i zatrzymało na jasnowłosym elfie. Niemal nie odczuła zdziwienia, zauważając, że i on się jej przygląda.
Odwróciła wzrok.
- Miałem sen - odezwał się nagle mężczyzna siedzący obok Aragorna, którego Elrond nazwał Boromirem. Zgodnie z wiedzą Linos był synem namiestnika Gondoru. - W tym śnie widziałem, jak mrok ze wschodu ogarnia cały świat. Jedynie na zachodzie jaśniało białe światło. Usłyszałem także głos mówiący o połamanym mieczu oraz zgubie Isildura, której oprzeć może się jedynie niziołek.
Linos zerknęła z ukosa na Froda, który miał mocno niepewną minę. Gandalf zachował kamienną twarz, jednak dziewczyna nie mogła nie dostrzec, jak elf, który na samym początku zwrócił jej uwagę, zmrużył nieznacznie oczy. Poza tym nikt z zebranych nie dał po sobie znać, że połączył słowa mężczyzny z obecnością Froda na naradzie.
Nie ma tu nikogo, kto byłby tu bez powodu, pomyślała Linos.
- Być może znajdziesz tutaj odpowiedź na pytania, z którymi tutaj przybyłeś, Boromirze - odparł Elrond. - Wszyscy chyba znacie losy Isildura, jednak jako naoczny świadek tych wydarzeń pozwolę sobie przytoczyć tę historię ponownie.
Linos westchnęła po cichu. Nie dlatego, że znała tę opowieść doskonale, lecz dlatego, że uświadomiła sobie po raz kolejny bardzo boleśnie, jak potężnymi i starożytnymi istotami są elfowie. Elrond opowiadał o wydarzeniach sprzed trzech tysięcy lat jakby zdarzyły się ledwie przed miesiącem. Słowa wypowiedziane przez Randila przed laty nigdy nie wydawały jej się prawdziwsze - dzieliła ich przepaść, którą nie sposób było pokonać.
Bo była tylko człowiekiem. Uczennicą czarodzieja, ale nadal człowiekiem.
- Isiludr miał zniszczyć Pierścień w ogniu Góry Przeznaczenia. Jednak jego człowiecza słaba natura nie pozwoliła mu oprzeć się mocy Pierścienia i zatrzymał go przy sobie. Nie nacieszył się nim długo - padł od zdradzieckiej strzały orków, a Pierścień przepadł w odmętach rzeki.
- ...dopóki nie trafił w ręce pewnego hobbita, którego jego moc doprowadziła do szaleństwa - wtrącił Gandalf, a Linos zmarszczyła brwi. Tej części historii nie słyszała. - Dziś wielu z nas znany jest jako stwór o imieniu Gollum. Ostatnie lata Pierścień jednak był ukryty bezpiecznie w Shire. - Czarodziej zerknął z ukosa na Froda.
- Mrok zbiera się na wschodzie, proroctwo z twego snu jest prawdziwe, Boromirze - potwierdził Elrond. - On już wie, gdzie szukać Pierścienia, już wysłał swoje sługi na poszukiwania.
- Na polecenie Gandalfa złapałem Golluma i przetransportowałem w bezpieczne miejsce, jednak się spóźniłem - wyznał Aragorn. - Już wcześniej wpadł w łapy orków, stąd wiedzieli gdzie szukać Froda i Pierścienia.
- I my zawiedliśmy. - Tym razem powstał jasnowłosy elf i opuścił ze skruchą głowę. - Stwór, którego przyprowadziłeś do Leśnego Królestwa, Aragornie, zbiegł kilka tygodni temu. Nie doceniliśmy siły z jaką przyciąga go do siebie Pierścień.
- Pierścień to potężny artefakt, Legolasie - zgodził się Elrond. - Myślę, że czas byśmy wszyscy dowiedzieli się, z czym przyjdzie nam się mierzyć. Frodo - zwrócił się do hobbita - przynieś Pierścień.
Linos przysłuchiwała się tej wymianie zdań z uwagą. Miała teraz przynajmniej niejakie pojęcie o tym, gdzie podziewał się Gandalf przez ostatnie miesiące. Nie wspominając o tym, że ta historia miała swój początek dziesiątki, a nawet tysiące lat temu.
Równie dobrze mogłabym być mrówką przemykającą się pod naszymi stopami, moja obecność tutaj wnosi dokładnie tyle samo, westchnęła w duchu dziewczyna.
Frodo podszedł do postumentu znajdującego się w centralnej części zgromadzenia i z lekkim wahaniem położył na nim niewielki złoty pierścień. Nie wyglądał groźnie. Owszem - Linos wyraźnie wyczuwała bijącą od niego ogromną, starożytną i zdecydowanie niepokojącą moc, ale na pierwszy rzut oka nie różnił się niczym od zwykłej błyskotki.
- Nie rozumiem - odezwał się nieco pogardliwie jeden z krasnoludów. - Co jest nie tak z tym przeklętym pierścieniem, że wszyscy tak trzęsą portkami na jego widok?
- Ten Pierścień jest ściśle związany ze swoim panem. Po jego upadku trzy tysiące lat temu wchłonął całą jego moc - odezwała się Linos, nim zdążyła się ugryźć w język. Zupełnie zapomniała o obietnicy złożonej Gandalfowi. - Można więc powiedzieć, że patrzymy teraz na to, co pozostało po Sauronie. Jego moc jest wystarczająco wielka, by podporządkować sobie serca i umysły nawet najsilniejszych mężów. A w nieodpowiednich rękach Pierścień może stać się przyczyną powrotu tego, kto go wykuł - zakończyła cichym głosem. Dopiero wypowiedzenie na głos tych słów uświadomiło jej, jak istotne jest to, co zastanie uradzone podczas tego spotkania. Uświadomiło jej, że właśnie ważą się losy świata, który zna i rozumie.
Jedynego świata, jaki zna.
- Twoja uczennica odrobiła lekcję historii, Gandalfie. - Elrond uśmiechnął się pobłażliwie w jej kierunku, a czarodziej mruknął coś niewyraźnie. - Nie rozwiąże to jednak naszych problemów. Jedynym sposobem, by zapobiec spełnieniu się proroctwa, o którym śnił Boromir, jest zniszczenie Pierścienia. Nie ma innej rady.
- Więc na co czekamy? - prychnął młodszy z rudobrodych krasnoludów. - Zróbmy to! - Zerwał się z miejsca sięgając po swój topór.
Linos otworzyła usta, ale było już za późno. Krasnolud zamachnął się i uderzył swoim toporem w środek postumentu na którym leżał Pierścień. Huk był ogromny. Gdy opadł kurz, oczom zebranych ukazał się oszołomiony, leżący wśród szczątków postumentu krasnolud i nietknięty złocisty pierścień leżący wśród odłamków jego ostrza.
- Gimli, synu Gloina. Pierścienia nie da się zniszczyć w żaden dostępny dla śmiertelnych istot sposób - pouczył go pobłażliwie Elrond. - Jedyny Pierścień podda się tylko jednej mocy. Mocy ognia, w którym go wykuto. W ogniu Góry Przeznaczenia.
- Lecz... czy aby na pewno musimy go niszczyć?
Linos przeniosła wzrok na Boromira, który podniósł Pierścień, podczas gdy pobratymcy Gimliego pomagali mu doprowadzić się do porządku. Mężczyzna uniósł go na wysokość oczu, jego blask odbijał się w jego oczach.
- Boromirze, ten Pierścień może przynieść nam tylko zgubę - ostrzegł go Aragorn. - Oddaj go Frodowi.
- Mógłby być bronią przeciwko Sauronowi.
- Pierścień ma tylko jednego pana i nie obróci się przeciwko niemu - zaprotestował Aragorn.
- Co może wiedzieć o Pierścieniu zwykły Strażnik? - zakpił Boromir, mocniej ściskając Pierścień w dłoni. Linos zacisnęła pięści, uważnie śledząc tę wymianę zdań.
- Więcej, niż może ci się wydawać. - Do dyskusji dołączył się jasnowłosy elf. - To Aragorn, syn Arathorna, dziedzic Isiludura, któremu jesteś winien posłuszeństwo!
- Legolasie - poprosił cicho Aragorn. - Nie czas teraz na to.
- Użyjmy Pierścienia! - perorował dalej Boromir. - Nie trafił przecież w nasze ręce bez powodu!
- Pierścień trafił w ręce hobbita, niczyje inne, Boromirze - zauważyła spokojnie Linos, podnosząc się ze swojego miejsca i podchodząc bliżej. - Jak chcesz przejąć władzę nad przedmiotem, który już ma władzę nad tobą? - spytała, wyciągając do niego dłoń. - Oddaj go, Boromirze, zniszczenie go naprawdę jest jedyną radą.
- Kim jesteś, by mi rozkazywać?! - oburzył się mężczyzna.
- Najwyraźniej kimś, kto ma od ciebie więcej pomyślunku! - zawołał ktoś.
- Jak chcecie go zniszczyć, skoro nikt nie umie się oprzeć jego mocy? Kto weźmie na siebie tę odpowiedzialność?
- Na pewno nie ty!
- O nie, nie zostawię go w rękach elfów!
- Może...
Kłótnia rozgorzała na dobre, a Linos znalazła się w samym jej centrum. Włączyli się do niej wszyscy łącznie z Gandalfem, jedynie Frodo pozostał na swoim miejscu. Dziewczyna cofnęła się o krok, chcąc uniknąć zamieszania. Nie zapowiadało się na rychłe porozumienie. Frodo podniósł się i stanął obok niej.
- Ja pójdę! - zawołał, nikt jednak poza Linos go nie usłyszał. - Ja pójdę! - zawołał głośniej.
Nikt z zebranych nawet nie odwrócił głowy, wszyscy byli zbyt zajęcie wykrzykiwaniem argumentów i kontrargumentów. Pierścień wciąż błyszczał w palcach Boromira.
- Daro!* - zawołała Linos, w mgnieniu oka wypuszczając strzałę z łuku, który niespodziewanie znalazł się w jej rękach. Pocisk przemknął pomiędzy kłócącymi się, delikatnie drasnął rękę Boromira, który cofnął dłoń, wypuszczając z niej Pierścień i wbił się w drzewo po drugiej stronie tarasu nie czyniąc nikomu krzywy. - Przestańcie - powtórzyła we Wspólnej Mowie, gdy zapadła cisza.
- Ja pójdę - odezwał się Frodo po raz kolejny, gdy wszystkie spojrzenia skierowały się na nich. - Jeżeli tylko ktoś wskaże mi drogę - dodał nieco mniej pewnie.
- A ja uczynię to z największą przyjemnością, dzielny hobbicie - odpowiedział Gandalf, schyliwszy się po Pierścień i oddając go w ręce Froda. - Zrobię wszystko, by pomóc ci nieść to brzemię.
- Jeżeli przyjmiesz moją pomoc, ofiaruję ci swój miecz, Frodo. - Także Aragorn dołączył do nich.
- A ja swój łuk - podchwycił Legolas, również stając u ich boku.
- Nie uśmiecha mi się podróżować z elfem, ale i ja z chęcią pomogę. - Gimli wygładził swoją brodę i stanął bok Legolasa, rzucając mu podejrzliwe spojrzenie z ukosa.
- Skoro taka jest decyzja rady, to Gondor ją wesprze - dodał Boromir, z lekkim ociąganiem dołączając do zgromadzonych.
Linos zmarszczyła brwi, nim jednak zdążyła cokolwiek powiedzieć, zza załomu muru wyskoczyły nagle trzy niewielkie postaci.
- My też! My też! - zawołali hobbici, wpadając na taras.
- Chyba nie myślałeś Frodo, że pozwolimy ci iść samemu? - zapytał Pippin, rozglądając się dookoła.
- Wygląda na to, że udało nam się skompletować grupę dzielnych mężów, którzy podejmą się tej niebezpiecznej, ale wyjątkowo ważnej dla losów znanego nam świata misji. Od tej pory tworzycie Drużynę Pierścienia - rzekł uroczyście Elrond. - Przygotujcie się do drogi, musicie ruszać niezwłocznie.
Pozostali uczestnicy narady zaczęli się rozchodzić. Elrond podszedł do uczestników nowo powstałej Drużyny i krótko z nimi radził. Linos obserwowała to z boku, nieco rozdarta. Nie była pewna swojego dalszego losu, zastanawiała się czy przypadkiem nie popełniła jakiegoś błędu. W końcu...
- Lileeo, czarodziej może być z ciebie dumy. - Odwróciła się na dźwięk głosu Randila. - Twoje słowa były pełne wiedzy i doświadczenia. Dobrze cię wyszkolił.
- To nie tylko jego zasługa. - Uśmiechnęła się wąsko. - Och, Randilu, nie wiem, co powinnam teraz uczynić.
- Tylko ty możesz o tym zadecydować, Lileeo - odpowiedział. - Wiesz dobrze, że niezbadane są ścieżki, którymi prowadzi nas los.
- Muszę zasięgnąć porady Gandalfa - westchnęła. Miała wrażenie, że czarodziej zupełnie o niej zapomniał. - Zobaczymy się jeszcze, Randilu?
- Wyruszam jutro do domu, moja droga. - Pokręcił głową. - I mnie wyznaczono zadanie, choć nie tak heroiczne jak to, którego podjęli się nasi przyjaciele. Uważaj na siebie, Lileeo. Maer amarth*.
- Maer amarth, mellon* - odpowiedziała.
Rozejrzała się dookoła. Na tarasie pozostali jedynie Gandalf, Aragorn i Legolas, rozprawiający o czymś cicho. Podeszła do nich lekko zaintrygowana.
- Linos. - Gandalf uśmiechnął się na jej widok. - Dołącz do nas, rozmawiamy o naradzie.
- Wiele się dowiedziałam. - Skinęła głową. - Wybaczcie mi. Nikogo nie miałam zamiaru zranić - dodała nawiązując do wysłanej przez siebie strzały.
- I nikogo nie zraniłaś, pani - odezwał się elf. - A to chyba należy do ciebie. - Wyciągnął przed siebie rękę z jej strzałą.
- Hannon*, chyba będę musiała naprawić grot - odparła, odbierając z jego rąk pocisk i przyjrzała mu się uważnie. - I proszę, nie tytułuj mnie tak. Jestem po prostu Linos. Lub Lileea, gdyż tak wolą nazywać mnie elfowie - dodała.
- To piękne imię, Lileeo. - Uśmiechnął się do niej Legolas. - Elfowie rzadko obdarzają takimi imionami istoty nie pochodzące z ich rodu. Twoja twarz zdaje mi się znajoma, czyż nie spotkaliśmy się już kiedyś?
- Nie w tym życiu i nie w tym czasie. - Pokręciła głową. - Przykro mi, żałuję, że nie będzie nam dane bliżej się poznać. - Uśmiechnęła się smutno.
- I ja żałuję. Lecz wiedz, że jeśli przyjdzie nam przetrwać tę burzę, jesteś zawsze mile widziana w królestwie mojego ojca, Lileeo.
- To dla mnie ogromny zaszczyt. Gandalfie - zwróciła się do czarodzieja - czy możemy porozmawiać?
- Oczywiście. Wybaczcie nam na chwilę.
Odeszli kilka kroków, przystając pod samotnym drzewem. Linos westchnęła i spojrzała na Gandalfa.
- Nie jesteś zły - stwierdziła, obserwując uważnie jego twarz. - Choć moje zachowanie było dalekie od "nie zwracaj na siebie uwagi". Wnioskuję iż to dlatego, że gryzą cię wyrzuty sumienia. Czyż nie mam racji? - spytała łagodnie.
- Nic się przed tobą nie ukryje, moja droga. Owszem. Choć nie jestem zły głównie dlatego, że twoje zachowanie przyniosło więcej dobrego niż złego. Ale to prawda. Muszę ruszyć wraz z Frodem. - Twarz czarodzieja przesłonił jakiś cień. - To niebezpieczna misja, może potrwać latami.
- Możesz z niej nie wrócić - dodała bardzo cicho Linos to, czego Gandalf nie chciał powiedzieć na głos. - Zatem być może to nasze pożegnanie.
- Być może, moja droga. Musimy mieć jednak wiarę. To ona pomoże nam utrzymać się przy życiu w ciężkich czasach.
- Co mam robić, Gandalfie?
- Zostań tutaj, w Rivendell będziesz bezpieczna. Być może i tobie przypadnie w udziale odegranie jakiejś roli w historii tego świata. Zastąp mnie godnie, Linos. Wiem, że potrafisz.
Skinęła głową.
- Czy gdybym i ja zechciała dołączyć do Drużyny podczas narady... Sprzeciwiłbyś się? - spytała cicho.
- Nie ma już nic, czego mógłbym ci zabronić, Linos - odpowiedział Gandalf. - Zresztą i tak rzadko zdarza ci się słuchać moich poleceń, jeśli nie są zgodne z twoimi zamysłami. Prawdziwe pytanie brzmi: dlaczego milczałaś, gdy był czas na słowa?
Linos zastanowiła się nad jego słowami. Dlaczego i ona nie zgłosiła się na tę wyprawę? Nawet maleńcy hobbici ruszyli za Frodem bez wahania! A ona? Co ją powstrzymało?
- Nie potrzebujesz mnie już, moja droga Linos. Sama musisz odszukać swoją drogę.
Czarodziej odszedł zostawiając ją z tymi słowami. Odprowadziła go wzrokiem, zastanawiając się, czy jeszcze będzie im dane się spotkać.
A zatem tak wygląda początek końca znanego nam świata, westchnęła w myślach. Opuszczają nas wszyscy, którzy czynili nasz świat naszym światem, pozostawiając nas w obcej pustce.
Zacisnęła mocniej palce na strzale, którą oddał jej Legolas. Otarła się o coś ekscytującego, jednak przegapiła swoją szansę na przygodę. Przegapiła ją, zbyt zajęta poszukiwaniem samej siebie.
________
* Tłumaczenie z języka sindarin wg kurs sindarinu, słownik quenyi oraz słownik sindarinu:
Daro - (sin.) stop, przestańcie. (w tym przypadku bardziej jako zaklęcie)
Maer amrath, mellon - (sin.) [Życzę ci] dobrego losu, przyjacielu.
Hannon - (sin.) dziękuję
Uuu, idę jak burza. Wyszło inaczej niż zamierzałam, ale cieszę się, że Linos na dzień dobry nie hotkuje tak Legolasa jak w pierwotnej wersji. Swoją drogą uniknie też chyba rozdwojenia osobowości spowodowanej dwojgiem imion. W końcu, w tytule opowiadania jest Linos, nie Lileea, prawda?
Lecę dalej pisać i chorować (echu-echu!).
Maer amrath, kochani!
* Tłumaczenie z języka sindarin wg kurs sindarinu, słownik quenyi oraz słownik sindarinu:
Daro - (sin.) stop, przestańcie. (w tym przypadku bardziej jako zaklęcie)
Maer amrath, mellon - (sin.) [Życzę ci] dobrego losu, przyjacielu.
Hannon - (sin.) dziękuję
Uuu, idę jak burza. Wyszło inaczej niż zamierzałam, ale cieszę się, że Linos na dzień dobry nie hotkuje tak Legolasa jak w pierwotnej wersji. Swoją drogą uniknie też chyba rozdwojenia osobowości spowodowanej dwojgiem imion. W końcu, w tytule opowiadania jest Linos, nie Lileea, prawda?
Lecę dalej pisać i chorować (echu-echu!).
Maer amrath, kochani!