Można by powiedzieć, że dzieli ich wszystko.
Wszystko jest jednak niczym, wobec tego, co ich łączy.
Jak wiele czasu minie, nim zrozumieją, że nie ma siły, która
byłaby w stanie przezwyciężyć miłość...? Jak długo będą
czekać na siebie, nie wiedząc, że żaden czar nie jest silniejszy
od tego, który związał ich serca...? Jak wiele poświęcą,
starając się zerwać więź, której zerwać się nie da...?
Dlaczego miłość zwie się uczuciem? Przecież uczucie to z
założenia coś ulotnego, nietrwałego, coś „na chwilę”.
A miłość?
Miłość jest przecież zaprzeczeniem tych wszystkich słów. To
wspaniała, trwała więź łącząca dwie istoty w jedno.
Świat się zmienia, przemijają ery. Miłość jest jednak
wieczna i niezmienna. Oraz niepokonana.
Nie można się bać wieczności. Nie wtedy, kiedy jest naszą
przyszłością, przeszłością i przeznaczeniem. Trzeba mieć
odwagę ją odrzucić, ale trzeba też mieć odwagę by w niej trwać.
Co jednak jest tak naprawdę trudniejsze...?
__________
Linos nigdy nie posiadała prologu. I może dobrze, bo ten jest taki sobie. Taki oderwany od całości, w innym stylu... Taki inny.
Bo jednak będzie nieco inaczej. Ciut-ciut.
Prolog, który mówi wszystko i nic. Dla tych, który z Linos już się znają, nie ma w nim nic nowego, tym, którzy są tu nowi, mówi bardzo niewiele. Ale chyba taka domena prologów, prawda? Mają zaintrygować i sprawić, że czytelnik niecierpliwie czeka na więcej.
A to "więcej" w bliżej nieokreślonej przyszłości.