niedziela, 21 lipca 2019

CZTERY. Początek przygody

Z daleka obserwowała, jak Drużyna opuszcza Rivendell. Nie miała sił na pożegnanie z Gandalfem i Frodem. Mogła tylko liczyć, że będzie jej dane jeszcze ich kiedyś zobaczyć.
Nie tego spodziewała się po wizycie tutaj. Liczyła, że otrzyma jakieś odpowiedzi, znajdzie drogę, którą będzie mogła podążać, jakiś... cel.
Tymczasem została sama, wśród obcych jej elfów szykujących się powoli do podróży ku morzu. Część z nich już opuściła Śródziemie, część postanowiła jeszcze zostać. Był wśród nich Elrond, który chciał dopilnować sprawy Pierścienia na tyle, na ile było to możliwe.
- Nasze księgozbiory są do twojej dyspozycji, Lileeo - powiedział jej, jeszcze przed naradą. 
Zatem Linos siedziała i czytała. Całymi godzinami. Chłonęła wiedzę, bo nie bardzo wiedziała, co innego miałaby czynić.
Kim jestem? Co mam robić?
Miała wrażenie, że cały czas trwała w jakimś dziwnym stanie zawieszenia, a gdy nadszedł moment, w którym mogłaby się z niego wyrwać - przeoczyła go. Nie mogła przestać myśleć, co by się stało, gdyby jednak wyruszyła z Drużyną, jakie przygody by na nią czekały.
Cóż jednak mogłaby do niej wnieść? Nie była nikim szczególnym. Mieli Gandalfa i jego magię, odwagę Froda, wierność pozostałych hobbitów i dzielnych wojowników z czterech stron świata: Aragorna, Legolasa, Boromira i Gimliego. Nie było niczego, co mogłaby dołożyć od siebie.
Westchnęła, wracając do lektury. Postanowiła, że da sobie dwa dni na przemyślenia, a potem zapyta Elronda, w czym mogłaby pomóc. Jeśli nie będzie niczego takiego, być może uda się do Północnego Królestwa. Być może Randil będzie miał dla niej jakieś zajęcie i radę.
Pan Imaldris jednak wezwał ją do siebie o wiele prędzej.
- Lileeo, widzę wahanie spowijające twój umysł. Jakaż to troska spędza ci sen z powiek?
- Nic, czym byś musiał się kłopotać, panie - odparła grzecznie. - Wiedz jednak, że możesz liczyć na moją pomoc w każdej sprawie. Wizja bezczynności i bezradności jest moim największym lękiem - wyznała.
- Być może będziesz mogła się z nim zmierzyć. W tej sprawie właśnie cię wezwałem - odpowiedział Elrond i zaprosił ją głębiej do swej komnaty. Na jednym z foteli siedziała Arwena, a jej twarz była wyjątkowo blada.
- Musisz jechać - powiedziała na jej widok, rezygnując z jakichkolwiek powitań. - Nie ma czasu. Ktoś musi ich ostrzec. 
- Przed czym? - spytała Linos. Nie miała wątpliwości, że chodzi o Drużynę Pierścienia. - Jakie niebezpieczeństwo im grozi?
- Gandalf wyznał mi, że moc Pierścienia skusiła ku sobie serce Sarumana, Białego Czarodzieja - wyjaśnił Elrond. - Jego władza jest potężna i sięga daleko, daleko też sięgają macki jego szpiegów. On już wie, co zostało tutaj uradzone. On wie już, jaką misję otrzymał Powiernik Pierścienia i którą drogą wyruszył. Zrobi wszystko, by go powstrzymać.
- Gandalf jest z nimi - odparła z niezachwianą pewnością Linos. - Bez wątpienia wziął to wszystko pod uwagę.
- Szary czarodziej nie wie wszystkiego. - Arwena pokręciła głową. - Miałam dziś sen. Czeka ich zguba, przed którą uchronić ich może tylko Linna-dun. Tylko ona pomoże odeprzeć mrok, zakradający się w ich serca.
Linos zmarszczyła brwi. 
- Linna-dun? Przecież... - Jej ręka bezwiednie powędrowała do naszyjnika na jej szyi. - To tylko... imię. Imię, jak każde inne.
- Nie wątp w znaki, Lileeo - upomniał ją Elrond. - Przeznaczenie jest zapisane w gwiazdach, a one lubią nocami szeptać nam swe opowieści.  Musisz ich ostrzec.
- Przed czym? - zapytała raz jeszcze. - Co im grozi?
- Wielkie zło nadciąga ze wschodu. Mordor wychodzi im naprzeciw - odpowiedziała Arwena, przymykając oczy. - Lęk wkrada się do ich serc, gotów roztrzaskać je na drobne kawałki. Potrzebują cię, niczym kamienie potrzebujące spoiwa, by nadać trwałość murom domostwa.
Linos pokręciła głową.
- Nie sądzę, by mogło chodzić o mnie. Ale jeśli taka jest wasza wola, dogonię ich i przekażę im wasze słowa - zgodziła się. - Co jednak konkretnie mam powiedzieć Gandalfowi?
- Będziesz wiedzieć, gdy nadejdzie czas - odparł Elrond.
- Nie tylko ty musisz zmierzyć się ze swoim przeznaczeniem, Lileeo - dodała Arwena. - Cullur poniesie cię prędko tak daleko, jak tylko da radę. Śpiesz się.
Linos skinęła głową. Wróciła do komnaty po swoje rzeczy i ruszyła do stajni,, gdzie już czekał na nią znany jej rumak. Chyba ją poznał, bo zarżał cicho na jej widok.
- Chodź, mój drogi. Długa droga przed nami, a czas nam nie sprzyja. 
Wsiadła na jego grzbiet, upewniła się, że niewielki pakunek zawierający jej broń jest stabilnie umocowany przy siodle i galopem ruszyła poza granice Rivendell.

***

Cullur niósł ją pewnie, nie zwalniając tempa przez wiele, wiele godzin. Miała prawie dwie doby opóźnienia, Drużyna jednak poruszała się wszak pieszo. Zatrzymała się na chwilę, dając koniu odpocząć. Rozsiadła się na trawie i przymknęła oczy, pozwalając myślom błądzić nieśpiesznie.
Szukała Gandalfa. Wątpiła, że zbliżyła się już na tyle, by odszukać go w taki sposób, jednak zawsze istniała szansa, że otrzyma jakąś wskazówkę dotyczącą jego miejsca pobytu. A co za tym idzie - całej Drużyny.
Jej myśli natykały się na drobne stworzenia żyjące w lesie - wiewiórki, borsuki i ptaki, a także jelenie i sarny. Dalej jednak natrafiła na coś, co nie było neutralnie usposobione. Zadrżała, wycofując się umysłem i otworzyła oczy.
- Musimy jechać. - Gwizdnięciem przywołała do siebie konia. - Szpiedzy Sarumana już ruszyli na polowanie.
Cullur poderwał się do cwału, kilka minut odpoczynku okazało się wystarczające. Leśne poszycie uciekało spod jego kopyt, a Linos przylgnęła do jego szyi, by nie tracić prędkości. Czuła wszystkimi zmysłami, jak nadciągają kłopoty.
- Lominae* - mruknęła pod nosem, zaciskając palce na swoim amulecie. Niewidzialna fala zaklęcia rozeszła się niczym kręgi na wodzie, a koń parsknął i zastrzygł uszami. 
Nie spodobało jej się to, co ukazało zaklęcie. Wymamrotała pod nosem wiązankę słów, których absolutnie nie powinna była znać i spięła konia, kierując go łukiem w lewą stronę. Cullur zarżał z wysiłku, ale przyśpieszył na tyle, na ile pozwalały mu jego siły. 
Droga, którą wybrała była trudna, ale pozwoliła nadrobić trochę czasu. A przynajmniej tak myślała, dopóki koń nie zatrzymał się gwałtownie na skraju lasu.
- Co się stało? - zapytała zdziwiona, zsuwając się z siodła. - Cullur? - Pogładziła go po szyi, a on zarżał cicho w odpowiedzi. - Nie możesz jechać dalej? Musisz wrócić, prawda?
Spojrzenie jego mądrych brązowych oczu było wystarczającą odpowiedzią.
- Haltha-roch*. Bezpiecznej drogi. - Pogłaskała go raz jeszcze po chrapach, a on oddalił się z powrotem do Rivendell, zostawiając ją samą na skraju lasu.
Przymknęła oczy i raz jeszcze sięgnęła umysłem. Gandalf był niedaleko, jednak nie potrafiła do niego dotrzeć, moc Pierścienia skutecznie zagłuszała jej magię. Westchnęła głośno i zerwała się do biegu. Od Drużyny dzieliło ją zaledwie parę mil. Wróg nadciągał z przeciwnej strony, miała jednak nad nim niewielką przewagę.
W końcu dostrzegła ich ze szczytu wzgórza. Zrobili sobie krótki postój, by nabrać sił przed dalszą podróżą. Boromir i Aragorn uczyli hobbitów władania mieczem, Gimli radził z Gandalfem, a Legolas wypatrywał czegoś na wschodzie. Uśmiechnęła się lekko na ten widok. Nic nie zwiastowało niebezpieczeństwa, które nadciągało ogromnymi krokami.
Gandalfie! - zawołała w myślach, zbiegając w dół wzgórza, ku rozbitemu przez nich obozowi.
Gandalfie!
Czarodziej drgnął, gdy była już blisko. Obrócił się w jej stronę, gdy nagle Legolas poderwał się z miejsca, w którym urządził swój punkt obserwacyjny.
- Są tu! - zawołał.
- Kryjcie się! - krzyknęła Linos, pociągając za sobą stojącego najbliżej niej Gimliego do niewielkiej jamy między skałami, których było bez liku w okolicy. Chwilę później dołączył do nich elf, a reszta również znalazła sobie schronienie.
- Co ty...? - chciał zapytać krasnolud, ale Linos uciszyła go krótkim spojrzeniem.
Przez kilka pełnych napięcia sekund nic się nie działo. Potem usłyszeli szum, trzepot skrzydeł i przeraźliwe krakanie.
Krebainy, uświadomiła sobie dziewczyna. Rozpoznała je po charakterystycznym tonie ich krakania, który był zupełnie odmienny od tego wydawanego przez pospolite kruki. Ptaki zatoczyły duże koło nad ich kryjówką i po paru chwilach odleciały dalej południowym gościńcem. Odczekali jeszcze dla pewności minutę i powoli wydostali się ze swoich jam.
- Pozwól. - Elf, który pierwszy z ich trójki wydostał się na zewnątrz, schylił się, by podać jej dłoń. Chwyciła ją ochoczo.
- To ja tutaj mam najkrótsze nogi! - oburzył się Gimli, a kiedy Linos obróciła się, by mu pomóc, obruszył się jeszcze bardziej. - Poradzę sobie bez twojej pomocy, dziewczyno!
- Co ty tutaj robisz, Linos? - Gandalf pośpieszył w jej kierunku, kiedy tylko wydostał się z ukrycia. - Miałaś zostać w Rivendell!
- Elrond wysłał mnie z ostrzeżeniem. Arwena miała wizję zbierającego się wokół was mroku - wyjaśniła, tocząc spojrzeniem po otaczających ją twarzach. - Po drodze natknęłam się na nich. - Wskazała brodą niebo, gdzie zniknęły krebainy. - Widzę jednak, że dalibyście sobie radę i beze mnie. - Rzuciła elfowi spojrzenie z ukosa.
- Saruman nasłał na nas swoich szpiegów, nie możemy iść południowym gościńcem - wymruczał rozeźlony tym faktem czarodziej. - Potrzebujemy innej drogi.
- Biały czarodziej wie o waszych planach więcej, niż myślicie - zauważyła Linos. - Wizja Arweny mówiła o tym, że nie doceniacie mocy Pierścienia. Już teraz zatruwa powoli wasze serca i umysły. 
- Przepowiednia mówi, że niziołek podoła zadaniu! - sprzeciwił się Boromir, kładąc dłoń na ramieniu Froda. Linos rzuciła mu przeciągłe spojrzenie.
- Frodo owszem, podoła. Ale pozostali mogą nie sprostać jego podstępnej mocy.
- Dziękujemy za ostrzeżenie, Linos. - Aragorn skinął jej głową. - Zastanawia mnie jednak, dlaczego Elrond wysłał akurat ciebie... - W jego oczach dostrzegła błysk zrozumienia.
Czeka ich zguba, przed którą uchronić ich może tylko Linna-dun
- Nie wiem - odparła, odsuwając od siebie słowa Arweny. - Baczcie uważnie na myśli lęgnące się w waszych umysłach, na uczucia rodzące się w waszych sercach. Mrok jest podstępny i zakradnie się do nich po cichu, tak że nie zauważycie go, póki nie będzie za późno.
- Czyż to nie oznacza, że jesteśmy skazani na porażkę, Lileeo? - zapytał bystro Legolas, wpatrując się nią intensywnie. - Skoro nie będziemy w stanie odeprzeć pokusy?
- Wykonałam swoje zadanie. To wam wyznaczono tę misję i to waszym zadaniem jest radzić sobie z trudnościami - odpowiedziała sucho. - Mogę jedynie poradzić wam, byście patrzyli na zachód. Tam zajaśnieje światło, którego boi się Zły.
Zamilkli, chwilę dumając nad jej słowami. W końcu ciszę przerwał Gandalf:
- Linos. Elrond przysłał tu ciebie. Czego nam nie mówisz? - ponowił pytanie Aragorna.
Dziewczyna przygryzła wargę.
- Nie miałeś racji, Gandalfie, mówiąc, że nie jesteś mi już potrzebny. Jesteś mi bardzo potrzebny, moja nauka nie jest skończona - odpowiedziała w końcu. - Wciąż nie odnalazłam swojej drogi, nie wiem, gdzie poprowadzi mnie moje przeznaczenie. Nie znajdę go, tkwiąc w ogrodach Rivendell. Nie znalazłam tam odpowiedzi, na które czekałam. Być może nie ma ich i tam, dokąd zmierzacie. Jeśli jednak nie ruszę do przodu, nie dowiem się, czy tak jest - stwierdziła z mocą. - A poza tym... Ty także mnie potrzebujesz, Gandalfie. Wszyscy mnie potrzebujecie. Nie wiem jeszcze, jaka rola jest mi przeznaczona, ale tak zostało zapisane w gwiazdach. Moje miejsce jest tutaj, przy was - zakończyła, oddychając z ulgą.
Potrzebowała tego wyznania. Potrzebowała czuć się potrzebna. Sama sobie odmawiała tego prawa przez wiele dni, zbyt mocno uzależniona od starego stanu rzeczy.
Ale też wszystko, cały znany jej świat miał się zmienić. Nie mogła pozostać tą samą Linos, którą była do tej pory.
- Chcesz... dołączyć do Drużyny, Linos? - spytał z lekkim niedowierzaniem Gandalf.
- Wygląda na to, że to decyzja w pełni zaaprobowana przez Elronda - zauważył Aragorn z lekkim uśmiechem. - Jeżeli taka jest jego wola...
- Z całym szacunkiem - wtrąciła dziewczyna - ale ta decyzja nie należy do was. 
Przeniosła spojrzenie na Froda, który zmieszał się lekko. Podobnie jak i ona nie przywykł do tego, że ludzie pytają go o zdanie i się z nim liczą. Po chwili jednak na jego twarzy zagościł wąski uśmiech.
- Miło będzie mieć u boku jeszcze jednego przyjaciela - odpowiedział, a Linos odpowiedziała mu takim samym uśmiechem.
- Cieszę się, że uważasz mnie za jednego z nich.
- Zejdźmy ze ścieżki i prześpijmy się nieco - zadecydował Gandalf, ucinając dyskusję. - Przyda nam się odpoczynek, a ja muszę zastanowić się, która droga będzie najlepsza, skoro gościniec jest dla nas niedostępny...
Zawrócili nieco ku północy, by rozbić na parę godzin obóz pod osłoną drzew.

***
Rozpalili niewielkie ognisko, by zjeść drobny posiłek przed snem, a potem rozeszli się w różne strony. Hobbici skupili się blisko siebie, Boromir kawałek dalej, jakby trzymając wartę u ich boku, a Aragorn długo jeszcze wpatrywał się w gwiazdy u boku elfa i krasnoluda, w końcu jednak wszyscy troje udali się na spoczynek.
Jedynie Gandalf stał na skraju obozu i wpatrywał się w niewidoczną dla ludzkich oczu linię horyzontu na zachodzie.
- Ty wiesz, dlaczego Elrond chciał byś do nas dołączyła - odezwał się, gdy tylko poczuł za plecami obecność swojej uczennicy.
- To była bardziej decyzja Arweny, niż Elronda - odpowiedziała. - To w jej wizji światło zachodu rozproszyło mrok zbierający się między członkami Drużyny. Ale ty wiesz o tym jeszcze lepiej ode mnie, prawda? - Spojrzała na niego z ukosa.
- Linna-dun - westchnął Gandalf, zerkając na naszyjnik spoczywający na jej piersi. - Nie spodobało mi się, gdy usłyszałem, jakie miano nadali ci elfowie. Lileea, którego źródłosłów, jak sama dobrze wiesz to właśnie Linna-dun - śpiew, głos zachodu. 
- Myślisz, że Randil nadając mi to imię, sugerował się bardziej moim domniemanym pochodzeniem, czy amuletem, który przy mnie znaleziono? - spytała, przekrzywiając lekko głowę. - Żałuję, że nie wpadłam na pomysł, by zadać mu to pytanie, gdy byliśmy jeszcze oboje w Rivendell.
- Ten amulet to tylko kawałek czarnego drewna i odrobina górskiego kryształu, Linos - odparł czarodziej.
- Mówisz tak, bo jesteś tego pewien, czy chcesz po prostu uspokoić i siebie, i mnie? - zapytała ze smutnym uśmiechem. - Nie jestem już dzieckiem, Gandalfie. 
- Ale nie jesteś też gotowa, by dźwigać tak wielkie brzemię, jakie próbuje nałożyć na ciebie Elrond. - Spojrzał na nią zmartwiony. - Nie musisz niczego udowadniać, moja droga. Wciąż jeszcze możesz zawrócić.
- Wiesz dobrze, że nie mogę. Mam tutaj coś do zrobienia, mam pytania, na które potrzebuję odpowiedzi, mam tę cząstkę siebie, której dotąd nie potrafiłam odnaleźć - westchnęła ciężko, nim podjęła wątek. - Śpiew i światło to nie to samo, Gandalfie. Jeżeli Arwena wierzy, że ten amulet ochroni wasze umysły przed mrokiem i ja muszę w to wierzyć. I obiecuję, że zrobię wszystko, by nie dopuścić, by Pierścień omotał wasze myśli.
Czarodziej uśmiechnął się lekko.
- A co z twoim sercem, Linos? Jak ochronisz swoje własne serce przed jego mocą?
- Pierścień kusi obietnicą władzy. A władza, to ostatnia rzecz, której pragnę.
- Pragniesz jednak wiedzy, a i ona jest w mocy Pierścienia - zwrócił jej uwagę Gandalf.
- Pozostaje nam tylko wspierać się wzajemnie i ufać w nieomylność wizji Arweny - westchnęła, zaciskając palce na amulecie. - Ja jednak już dostrzegam mrok pośród was - dodała cicho, zerkając z ukosa na śpiących hobbitów. 
- I ja to zauważyłem, moja droga - stwierdził strapiony Gandalf, podążając za jej spojrzeniem. - Nie sądźmy go jednak zbyt surowo. Każdy z nas ma swoje własne pokusy i pragnienia. Niektóre będą lepszą pożywką dla mocy Pierścienia, niż inne. - Odwrócił wzrok. - Idź spać, Linos. Ja muszę jeszcze pomyśleć. - Opierając się na swej lasce, zniknął między drzewami.
Skinęła głową i podeszła do posłania tuż przy dogasającym ognisku. Położyła się na pledzie i utkwiła wzrok w gwiazdach. Wiatr lekko rozwiał jej włosy, które odgarnęła niedbałym gestem, a jej wzrok padł na Legolasa leżącego na sąsiednim posłaniu. Spał jak to elfowie na wznak z szeroko otwartymi oczami, w których odbijało się światło gwiazd.
- Zapowiada się piękny dzień - odezwał się nagle ściszonym, lecz dźwięcznym głosem. - Noc będzie pogodna, lecz chłodna. Zwłaszcza przed świtem.
Zerknęła na niego, unosząc się na łokciu.
- Zgadza się. Byłam przekonana, że śpisz - wyznała.
- Jeszcze nie wszystko zostało dziś zrobione i wypowiedziane, bym mógł udać się na spoczynek - odparł. - Czy to prawda, że wychowywali cię elfowie, Lileeo? - zapytał, nie tłumacząc swoich pierwszych słów.
- Owszem. Pierwsze dwanaście lat życia spędziłam w Północnym Królestwie - odpowiedziała, siadając. Legolas również podniósł się ze swego posłania i zbliżyli się do dogasającego ogniska. - Najpierw poznałam języki waszej rasy, dopiero później Wspólną Mowę. Potrzebowałam dużo czasu, by zrozumieć, że nie jestem i nigdy nie będę taka, jak wy - dodała z nieco smutnym uśmiechem.
Legolas uważnie obserwował jej twarz. Gdy odwzajemniła spojrzenie, dostrzegła w jego wzroku coś, czego nie umiała do końca zinterpretować.
- Jesteś pierwszym człowiekiem, którego poznałem, który mówi tak płynnie i bez akcentu w naszym języku - odezwał się w końcu. - W pierwszej chwili uznałem cię za jedną z nas...
- Przecież nic wtedy nie powiedziałam. - Pokręciła głową, wspominając ich pierwsze spotkanie.
- Nie, ale było coś takiego... - zamilkł, nie skończywszy myśli. - Byłem pewien, że już kiedyś nasze ścieżki się skrzyżowały. Jeśli nie na jawie, to być może we śnie...
Linos zadrżała na te słowa. Pamiętała to uczucie, którego doświadczyła, gdy ujrzała go po raz pierwszy. Sen, którego jedyną pozostałością w jej umyśle była tylko i wyłącznie jego twarz.
- Zimno ci? - Zauważył jej wzdrygnięcie.
- Lepiej pójdę się położyć. Moje ciało potrzebuje więcej wypoczynku od twojego. - Uśmiechnęła się krótko. - Maedaw*, Legolas.
- Maedaw, Lileea -  odpowiedział.
Siedział jeszcze przez dłuższą chwilę przy ognisku, obserwując, jak dopalają się jego ostatnie płomienie, jak żar powoli gaśnie w zwęglonych polanach. Dopiero, gdy nie ostała się już żadna iskra ruszył w kierunku swojego posłania. Po drodze przystanął przy posłaniu dziewczyny. Spała, lecz drżała z zimna, mimo płaszcza, którym była okryta. Jej ubranie było uszyte z cienkiego materiału, a chłód przybierał na sile.
Legolas zdjął z ramion swój własny płaszcz, przyklęknął i przykrył ją nim ostrożnie. Drgnęła i uchyliła lekko powieki, jednak nie obudziła się. Westchnęła jedynie lekko przez sen i mocniej wtuliła się w materiał elfiego płaszcza. Legolas ułożył się na swoim posłaniu i jeszcze długo patrzył w niebo z lekkim uśmiechem na ustach, nim zmorzył go sen.


***

Wstała o świtaniu, kiedy reszta Drużyny pogrążona była jeszcze we śnie. Nawet Legolas oddychał spokojniej, po czym dało się odróżnić, czy śni, czy też czuwa. Złożyła przy jego posłaniu równiutko poskładany płaszcz, którym była okryta po przebudzeniu. Uśmiechnęła się na tę myśl. To był bardzo miły gest.
Przeciągnęła się szeroko i postanowiła przejść się nieco po lesie. Nazbierać trochę malin na drogę, może trochę ziół i znaleźć jakiś strumyk, w którym mogłaby umyć przynajmniej twarz. Miało jej to dać odrobinę czasu na przemyślenia.
Ostatnie parę dni wydawało jej się dziwnie nierealne, jakby wykradzione z życia innej osoby. Nigdy nie była zwyczajną dziewczyną, taką jak Rosa. Nawet do wielkomiejskich dam było jej daleko. W końcu była uczennicą czarodzieja, jej codzienność różniła się znacząco, od tego, co codziennością zwykli nazywać inni ludzie.
A jednak - teraz stała na progu czegoś, co nawet dla niej było niezwykłe. W pewnym sensie nawet przerażało ogromem swojej niezwykłości i tajemniczości. I przez to było jeszcze bardziej pociągające.
Zaledwie kilkaset metrów od obozowiska znalazła kępę dorodnych krzaków malin, kawałek dalej czerniły się przy ziemi jagody. Linos zaczęła zbierać owoce do przygotowanego wcześniej glinianego naczynia.
W jakiś dziwny sposób czuła, że jest we właściwym miejscu, o właściwym czasie. Nie chodziło oczywiście o maliny, tylko o całą wyprawę. Rozmowa z Gandalfem, jak zwykle nic nie wyjaśniła, ale czy on kiedykolwiek mówił inaczej, niż zagadkami? Jedno było pewne - jeśli wizja Arweny została poprawnie odczytana, była tutaj potrzebna. A przynajmniej jej amulet, który - choć Gandalf zarzekał się, że wcale tak nie jest - ewidentnie był magicznym artefaktem. 
Być może jako jego posiadaczka, też miała coś w tej historii do zrobienia?
Z zamyślenia wyrwała się dopiero, gdy zauważyła, że w naczyniu nie ma już miejsca na więcej owoców. Podniosła się z klęczek i otrzepała suknię z resztek zeschniętego mchu. Po drodze do obozu skręciła jeszcze w kierunku strumyka, by nabrać wody do bukłaka i opłukać ręce klejące się od owoców. Zaburczało jej w brzuchu, co przypomniało jej, że ostatnim zjedzonym przez nią posiłkiem było wczorajsze śniadanie w Rivendell. 
Na polanę, na której rozłożyli obozowisko wywabił ją bardzo szybko aromatyczny zapach jajecznicy. Pociągnęła nosem i przyśpieszyła kroku. Wszyscy byli już na nogach i powoli zwijali biwak. Sam krzątał się przy ognisku otoczonym zestawem garnków i patelni.
- Co tutaj tak pachnie? - zapytała z uśmiechem, stawiając na ziemi dzban z malinami.
- Jajecznica à la Shire - odpowiedział hobbit.
- ...a raczej jej nędzne resztki - dodał Gandalf, wzdychając lekko. 
- Zapomnieliście o mnie, prawda? - spytała domyślnie, a czarodziej ze skruchą pokiwał głową.
- W takim razie nie dostaniecie deseru - odpowiedziała, śmiejąc się lekko. - Od dzisiaj odliczamy do dziesięciu, Gandalfie. To taka ładna, okrągła liczba.
- Tym razem nie zapomnimy - zapewnił ją Aragorn, podając jej pół kromki chleba, a Sam oddał patelnię z resztkami jajecznicy. Było tego trochę za mało, żeby się najeść, ale wystarczająco, by zaspokoić głód.
- I tak będziemy musieli zatrzymać się na dłuższy postój. Jeśli dobrze pójdzie, dotrzemy dziś do ścieżki na przełęcz - stwierdził Gandalf. - Jeśli chcemy jutro przez nią przejść, będziemy potrzebować dużo siły.
- Więc chyba czas na nas - stwierdziła Linos. - Uzupełnijmy zapasy i w drogę.
- Chyba nie tobie o tym decydować - burknął Boromir, zerkając na nią nieprzychylnie.
- A ja myślę, że tej wyprawie przyda się jednak kobieca ręka - wtrącił się Aragorn, uśmiechając się lekko do Linos. - Przyda się ktoś, kto będzie pilnował, byśmy wśród zawirowań i trudności nie zapomnieli, co jest najważniejsze i o co tak naprawdę walczymy.
- O Śródziemie, które znamy - westchnęła cicho Linos.
- Ono już nigdy nie będzie takie samo. - Pokręcił głową mężczyzna.
Zamilkli na chwilę, którą przerwał dopiero niespokojny głos Legolasa.
- Zło nie śpi, czas na nas. Lileea ma rację, uzupełnijmy bukłaki z wodą i w drogę. 
- Objuczę konia - zaofiarował się Boromir. - Pakujcie się.
- Ktoś mi pomoże z wodą? - zapytał Gimli, biorąc pod pachę trzy bukłaki.
- Ja - odezwała się Linos jednocześnie z Legolasem. Spojrzeli na siebie zaskoczeni tą zgodnością. - Znalazłam rano bardzo łagodne zejście do strumienia, pokaże wam - dodała kobieta.
Ruszyła przodem. Elf po kilku krokach zrównał się z nią, a Gimli szedł nieco z tyłu mamrocząc coś o krótkich krasnoludzkich nogach. Uśmiechnęli się lekko do siebie, słysząc to marudzenie.
- Nasłuchaliśmy się tego trochę przez ostatnie dwa dni - szepnął Legolas, tak by nie dać krasnoludowie okazji do obrażenia się. - Ale przy dobrej motywacji nawet krasnoludy potrafią dziarsko maszerować.
- Wyobrażam sobie - odparła równie cicho. - Nazwałeś mnie dziś Lileeą - zauważyła.
- Nie powinienem? - zerknął na nią z ukosa, jakby badając jej reakcję.
- Po prostu... Rzadko ktoś mnie nazywa tym imieniem. Jedynie elfowie... - urwała, czując, jak głupio zabrzmiało to, co właśnie powiedziała.
- Cóż, jeśli jeszcze nie zauważyłaś jestem jednym z nich - zaśmiał się cicho, a Linos odgarnęła gałęzie młodej leszczyny, za którymi ukazał się brzeg strumyka.
- Jeden z was powiedział mi kiedyś, że w swoim języku nadajecie miana tylko tym rzeczom i osobom, które są bliskie waszemu sercu - powiedziała, nachylając się nad bystro płynącą wodą. - To imię jest dla mnie ogromnym zaszczytem, ale również wielką odpowiedzialnością.
- Imiona mają wielką moc, Lileeo - odpowiedział jej, przykucając tuż obok, a ich oczy ponownie się spotkały. - Moc tego imienia jest niczym wobec mocy drzemiącej w tobie.
- Nie jestem nikim niezwykłym. - Pokręciła głową.
- Uczennica czarodzieja, dziecię przybyłe zza morza... Nie nazwałby tego definicją pospolitości, Lileeo.
Wpatrywała się przez dłuższą chwilę w swoje odbicie w jego jasnych oczach. Dokładnie widziała wszystkie detale, jak obserwowała patrzyła na siebie jego oczami. Jej młoda twarz widziana przez pryzmat jego wielowiekowej mądrości. Jak żyjąca kilka dni muszka zatopiona w bursztynie, który przetrwa tysiące lat.
Proch wobec wieczności.
A jednak... w jakiś sposób byli do siebie podobni. W jakiś sposób wiedziała, że ich ścieżki nie splotły się bez powodu.
- Czy moglibyście przestać mnie łaskawie obgadywać? - burknął Gimli, docierając nad strumień i sapnął poirytowany.
- Obgadywać? - Zmarszczył brwi Legolas.
- Po cóż innego mielibyście szeptać do siebie po elficku? - prychnął i wepchnął się miedzy nich, by napełnić pierwszy bukłak. - Ewidentnie coś przede mną ukrywacie...
Zerknęli na siebie ponad jego głową i uśmiechnęli się lekko do siebie. Nawet nie zauważyli kiedy zrezygnowali ze Wspólnej Mowy, tak naturalnym odruchem to dla nich było. W przypadku elfa było to oczywiste, natomiast Linos chyba po prostu dostosowała się do tego, zwłaszcza, że i dla niej był to pierwszy język, którym się posługiwała, mimo iż nie korzystała z niego na co dzień od lat.
Sprawnie napełnili wszystkie bukłaki i wrócili na polanę, gdzie nie było już ani śladu po obozie. Przytroczyli wodę do juków, którymi obładowany był już koń i upewniwszy się, że wszyscy są gotowi do wymarszu ruszyli w kierunku przełęczy Karadhras.
___________
* Tłumaczenie z języka sindarin wg kurs sindarinu, słownik quenyi oraz słownik sindarinu:
Lominae - (sin.) echo; oryginalnie: lomin
Haltha-roch - (sin.) strzeż konia; rodzaj błogosławieństwa na drogę
Maedaw - (sin.) Dobranoc

Gotowe! Trochę mi to zajęło, paradokslanie najdłużej pisałam ostatni fragment. Podoba mi się ta wersja tej historii, naprawdę. Choć wciąż boję się, że przeholuję i znowu wszystko popsuję. No ale liczę na moje o wiele większe w tej chwili doświadczenie i Wasze krytyczne opinie!
Aha! Linos możecie czytać też na Wattpadzie, o TUTAJ.
Kiedy następny? - nie wiem, mam całkiem sporo rzeczy do pisania i czytania, o czym na bieżąco informuje na swoim Twitterze. Jeśli chcecie być na bieżąco to zapraszam do zaobserwowania, o TAM.
Tyle ode mnie. Wyłączam Enyę i biorę się za coś innego.
Namarie!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz